Kolonia Władysławowo – 2008

Wakacje w 2008 roku ponownie były związane z polskim morzem. Tym razem rodzice wysłali mnie i siostrę na kolonię letnią z naszą szkołą języków obcych do Władysławowa. Miałem już doświadczenie z takim wyjazdem – w 2005 roku byłem w Zwardoniu i bardzo dobrze to wspominam. Zapisy odbywały się kilka miesięcy wcześniej. Wiedziałem już, że czeka mnie noc bez snu – i właśnie to dawało największą frajdę. Transport klasycznie zapewniał pociąg pospieszny „Ustronie” relacji Kraków Płaszów – Kołobrzeg, z grupą wagonów do stacji Hel.

W dniu wyjazdu pojawiliśmy się całą rodziną na stacji Kraków Płaszów około godzinę przed odjazdem. Trzeba było zgłosić się do opiekunek – przekazać dokumenty i ważne informacje. Potem standard: wielokrotne sprawdzanie obecności i liczenie dzieci. Weszliśmy do wagonu z zarezerwowanymi przedziałami – każdy oznaczony kartką z relacją, liczbą miejsc i informacją, dla kogo jest przeznaczony. Rozpoczęło się pakowanie bagaży na półki, w czym pomagali niektórzy ojcowie. Gdy wszystko było gotowe, można było jeszcze chwilę porozmawiać z rodzicami przez okno – bez wychodzenia na peron, żeby nie utrudniać pracy opiekunkom. Ostatnie pożegnania, komplet dokumentów – i „Ustronie” planowo ruszyło z Płaszowa. W przedziałach szybko zaczęły się rozmowy – zarówno z nowymi osobami, jak i ze znajomymi ze szkoły czy osiedla.

 

(foto z wagonem)

 

Korzystając z przejazdu przez Miechów, spotkałem się z kolegą Sebastianem, który wracał wtedy z Krakowa. Umówiliśmy się na krótką rozmowę i wspólny przejazd odcinka. Przy okazji ustaliliśmy, że przy powrocie też spróbuje złapać „Ustronie” – to była dość wyjątkowa okazja. Na odcinku Zastów – Miechów trwała rewitalizacja. Wymieniano nawierzchnię i sieć trakcyjną. Stacja w Łuczycach działała w ograniczonym zakresie – jako zaplecze dla taboru roboczego: drezyn, podbijarek, wagonów z tłuczniem. Pamiętam też nastawnię w Szczepanowicach, pomalowaną w klasyczne barwy – biała elewacja z niebieskim pasem pod oknami. Posterunek odstępowy był jeszcze czynny, choć zbliżał się do końca swojej roli. Po wysiadce Seby w Miechowie wróciłem do przedziału. Opiekunki dały nam pierwsze zadanie organizacyjne – podział na pokoje. Była lista pomieszczeń i liczba miejsc. W praktyce oznaczało to noc zapoznawczą i szybkie ustalanie, kto z kim chce mieszkać.  
Jazda przebiegała planowo. Między Warszawą a Iławą, około 3:30, zaczęło świtać. Lekko pofałdowany teren, rozjaśniające się niebo i miejscami mgła ograniczająca widoczność do około 200 metrów. Nagle pociąg się zatrzymał – prawdopodobnie hamowanie nagłe, być może przez zwierzynę na torze. Po chwili było słychać charakterystyczne syczenie luzujących się hamulców. Maszynista kilkukrotnie podał sygnał dźwiękowy. Po krótkim postoju ruszyliśmy dalej. W rejonie Malborka i Tczewa wzeszło słońce. Pomarańczowe światło oświetlało płaskie tereny Żuław Wiślanych. Robiłem zdjęcia składów towarowych na mijanych stacjach – niestety dziś nie wiem, gdzie te fotografie się podziały. Kolejnym istotnym punktem była stacja Gdynia Główna, gdzie nastąpiła zmiana lokomotywy z elektrycznej na spalinową. Dalej, już bez zmian, dojechaliśmy do Władysławowa. W okolicach Pucka zaczęliśmy się przygotowywać do wysiadki, żeby nie blokować postoju.

Na miejscu zwróciłem uwagę na oznaczenie wagonu – pojawiła się liczba w indeksie górnym przy literze. Wtedy nie wiedziałem, co to oznacza. Skład prowadziła zielona SU46. Przed opuszczeniem stacji musieliśmy poczekać, aż „Ustronie” odjedzie na Hel – przejście do miasta prowadziło przez przejazd kolejowo-drogowy. Dalej był krótki spacer wzdłuż linii: od przejazdu, obok ścianki wspinaczkowej ukrytej wśród sosen, aż do domu wypoczynkowego „Kolejarz”. Lokalizacja i nazwa – idealne zestawienie. Zapowiadały się dwa tygodnie „mikolenia”. Z aparatem w ręku rejestrowałem różne składy: pociągi osobowe zestawione z wagonów typu 120A, „bonanz”, bipów Bhp z dodatkowymi wagonami rowerowymi w karmelowych barwach, klasyczne pospieszne z zielonymi i czerwonymi wagonami. Na czele: SM42 („stonki”), SU42 („Polsaty”), SU46 („suki”). Niestety pokój miałem od strony zabudowań, więc obserwacje prowadziłem z balkonu koleżanek.

Powrót przebiegł bez większych problemów, choć z ciekawym akcentem. Już rano powiedziałem opiekunkom, że do Krakowa dojedziemy około dwie godziny później niż w rozkładzie. Plan zakładał przyjazd około 11:00, ale wiedziałem o objazdach. Od Tunelu do Krakowa pociąg miał jechać przez Olkusz, Bukowno, podg. Dorota i dalej linią 133 – z powodu remontu linii nr 8 między Miechowem a Zastowem. Początkowo opiekunki nie dawały temu wiary. Dopiero w rejonie Skarżyska-Kamiennej lub Kielc jedna z nich przyznała, że miałem rację. Rozpoczęło się informowanie rodziców – szczególnie że dodatkowo w Krakowie Głównym zaplanowano około 20 minut postoju, a formalnym końcem relacji był Kraków Płaszów.

W Sędziszowie lub Kozłowie dosiadł się Sebastian. Od Tunelu ruszyliśmy linią nr 62. Linia wydawała się bardziej kręta niż nr 8. W rejonie Charsznicy zauważyłem ponownie sąsiedztwo linii LHS oraz zardzewiałe tory prowadzące w jej kierunku – później dowiedziałem się, że to pozostałości nieukończonej linii omijającej stację Tunel. Dalej krajobraz rolniczy. Za Olkuszem – charakterystyczny, „apokaliptyczny” fragment: drzewa bez liści, piach przy torach, przemysł w tle. Na stacji Dąbrowa Górnicza Wschodnia wjechaliśmy na łącznicę w kierunku podg. Dorota. Trasa biegnie wysokim nasypem – most nad linią 133, pod nim ulica Wiosenna. Trzy poziomy komunikacyjne w jednym miejscu robiły wrażenie. Za podg. Dorota przejazd przez tzw. „siodło” – deformację toru spowodowaną szkodami górniczymi. Różnice wysokości sięgały kilku metrów. Widać było też zalany teren – dawny las przekształcony w zbiornik wodny. Prędkość spadła do około 20 km/h. W Sosnowcu Maczkach zwróciłem uwagę na duży budynek dworca – relikt dawnej stacji granicznej z czasów zaborów. Dalej, od Jaworzna Szczakowej, jazda była już spokojna. Pod Krakowem minęliśmy „Gagarina” Rail Polska. Poprosiłem Sebę, żeby nagrał przejazd – obiecałem, że maszynista zatrąbi. Pomachałem – i faktycznie, sygnał był. Do Krakowa Głównego dojechaliśmy zgodnie z przewidywanym, skorygowanym czasem. Na peronie czekali rodzice. Część osób wysiadła tutaj, reszta dojechała do Płaszowa.

Objazd przez linię 62 i łącznicę Dąbrowa Górnicza Wschodnia – podg. Dorota był wtedy czymś wyjątkowym. Przez kolejne lata zdarzały się jeszcze okazje, by przejechać ten odcinek – głównie przy różnych zamknięciach torowych w rejonie Sosnowca.